Brak Kategorii

„Z ręką na sercu” – wywiad ze mną w magazynie „Sens” nr 03/66

Przez Październik 13, 2014 Brak Komentarzy

Soul coaching czyli z ręką na sercu

Tatiana Cichocka: Jest Pani pierwszym w Polsce soul coachem. Coaching duszy – co to takiego? Coaching kojarzy się raczej z biznesem, narzędziami, dzięki którym wyznaczamy i osiągamy cele. Dusza to zupełnie inne rejony. Da się je połączyć?

Celestyna Osiak : Coaching jest procesem, w którym nawiązujemy kontakt ze sobą i odpowiadamy sobie na ważne pytania, dzięki czemu wyznaczamy cele i sposoby ich osiągnięcia.  W soul coachingu robimy to samo, tyle, że nawiązujemy połączenie z naszym najgłębszym „ja” – sięgamy bezpośrednio do odpowiedzi płynących z duszy.

A zwykle skąd one płyną?

Z różnych części nas samych, najczęściej z umysłu. Prowadzimy w głowie skomplikowany dialog, słyszymy różne „głosy”, które mówią nam co mamy robić, albo nie, czego chcemy. Często są to rzeczy sprzeczne, z czym wiążą się emocje, łatwo się w tym pogubić. Bywa, że przez to nie umiemy podjąć nawet prostych decyzji. W soul coachingu uczymy się rozróżniać, skąd pochodzi dana odpowiedź i stosujemy techniki, które pozwalają wejść w siebie na tyle głęboko, by  skontaktować się z sercem, które jest siedzibą duszy.

Dusza mieszka w sercu?

To teza twórczyni soul coachingu, amerykańskiej terapeutki, Denise Lynn. Doszła do tego na podstawie własnych doświadczeń. Ta niezwykła kobieta miała naprawdę traumatyczne dzieciństwo, była bita, molestowana, jako siedemnastolatka została postrzelona przez seryjnego mordercę. Wtedy zaczęła jeździć po wszystkich możliwych guru, szamanach, uzdrowicielach. Podróżowała po świecie, wiele lat mieszkała w klasztorach. W końcu zaczęła prowadzić warsztaty związane z rozwojem duchowym. Wydawało się, że znalazła swoją ścieżkę, uleczyła przeszłość. Jednak w wieku pięćdziesięciu lat zachorowała na raka. I dopiero pracując z tą chorobą uświadomiła sobie, że całe życie tak naprawdę szukała siebie. Jednak zawsze gdzieś na zewnątrz. Myślała, że ktoś inny odpowie jej na ważne pytania. I dopiero rak pomógł jej skontaktować się bezpośrednio z własnym wnętrzem, duszą. Wtedy dostała przekaz: serce to siedziba duszy, słuchaj głosu serca. Nie musisz nigdzie podróżować, nikogo pytać, wszystkie odpowiedzi są w tobie. Wyleczyła się z raka i stworzyła metodę, która pomaga kontaktować się z sobą, docierać do głosu serca, by móc żyć w zgodzie z własnym sercem.

Jak się to robi?

To wbrew pozorom nie jest skomplikowane. Na przykład podczas medytacji, czy wizualizacji kładziemy rękę na sercu i zadajemy sobie pytanie: moja kochana duszo, jaką masz dla mnie informację na dany temat. I odpowiedzi przychodzą.

Tak po prostu?

Wielu osób tak reaguje: jak to, tak łatwo można się skontaktować z własną duszą? To dlatego, że zwykle słuchamy odpowiedzi z umysłu, a on lubi wszystko komplikować. Według niego coś, co łatwo przychodzi, nie ma wartości. A im bardziej coś jest niezrozumiałe, trudno dostępne, przeintelektualizowane, albo naukowe, mające pretensje do tak zwanej mądrości, tym lepiej.  Z tym przekonaniem trzeba się rozprawić na wstępie, jeśli się chce wejść na poziom serca. Bo jego odpowiedzi bywają oczywiste, nieskomplikowane. Co nie znaczy, że łatwe do przyjęcia.

Bywają wręcz za proste. Pierwszy raz spróbowałam i usłyszałam: Odpocznij.

Łatwo pomyśleć, że to nie jest ważny przekaz, prawda? Co to za rada: Odpocznij. My tu chcemy usłyszeć coś fundamentalnego, na temat sensu życia, powołania, itp. No, ale serce nie sługa. Często daje odpowiedzi dotyczące tu i teraz: Poleż sobie dzień w łóżku, jesteś wyczerpany. A człowiek nienawykły do słuchania siebie się zżyma: jak to? No dobrze, ale jak już poleżę, to co dalej? Dalej dopiero zapytasz, co dalej. To nie jest łatwe. A jednak, gdy zaczynamy słuchać tych odpowiedzi, wcielać je w życie, wszystko się zmienia. Mimo, że ego się wtrąca i mówi: to nie może być takie proste i nie może być już teraz.  Może.  Ja tak właśnie znalazłam soul coaching. Całe życie poszukiwałam. Od 18. roku życia jeździłam od warsztatu do warsztatu. Cztery lata temu zostałam coachem, zadowolona, że znalazłam swoja misję. Szybko jednak okazało się, że ten coaching nie do końca spełnia moje oczekiwania. Pamiętam wieczór, kiedy oglądałam film „Magia kłamstwa”, którego bohater jest ekspertem od wykrywania kłamstw. To praca absolutnie zgodna z jego powołaniem. Świat docenia go merytorycznie i finansowo, jest szczęśliwy i spełniony. Wezbrała we mnie fala frustracji. Wstałam od komputera i zawołałam w niebo, wkurzona, przyznaję: Co ja muszę jeszcze zrobić, żeby w końcu znaleźć moją misję życiową? Pojawiła mi się w głowie myśl: Nic nie musisz robić. Wystarczy poprosić. Kiedy to usłyszałam, padł na mnie blady strach. Jeśli wystarczy poprosić, to znaczy, że to się może spełnić. Teraz.  I co wtedy? Ale że mam za sobą przeszłość kaskaderską, przypomniałam sobie skoki, które wykonywałam i lęki, jakie pokonywałam. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam: ok., no to proszę. Następna myśl, jaka mi się pojawiła to słowo: soulcoaching. Nie miałam pojęcia co to takiego, wpisałam do wyszukiwarki, wyskoczyła strona Denise Lynn, zobaczyłam, że można się zapisać na kurs certyfikacyjny. Napisałam maila, w ciągu 15 minut dostałam odpowiedź, że właśnie zwolniło się miejsce, więc mogą mnie przyjąć. I tak zaczęła się moja przygoda z soul coachingiem, który pokochałam całą sobą.

Skąd wiadomo, że to mówi dusza, a nie jakiś inny głos w nas?

Opowiem o 28-dniowym programie soul coachingowym, który powstał właśnie po to, by nas tego nauczyć. Jego podstawą jest uporządkowanie naszego świata. Denise Lynn mówi dużo o tym, że żyjemy w chaosie, szumie informacyjnym. Mamy więc bałagan w sobie i wokół siebie. Na poziomie mentalnym – natłok myśli, przekonań, nakazów, pomysłów na siebie, na poziomie emocjonalnym – problemy ze sobą i w relacjach, na duchowym – nie wiemy, w co wierzymy, jaki sens ma to, co robimy, kim jesteśmy, co jest ważne. Wreszcie na poziomie fizycznym, czyli w naszym ciele, bo karmimy się niezdrowym jedzeniem i używkami oraz wokół siebie – w łazience, w pokoju, na biurku, w samochodzie. W takich warunkach ciężko usłyszeć przekaz z duszy. Ona potrzebuje ciszy, harmonii, przestrzeni. Dlatego pierwsze, co musimy zrobić, to wszystkie te poziomy trochę oczyścić. To z resztą zawsze dobrze robi: jeśli chcemy zacząć nowy projekt, dobrze jest pracować przy uporządkowanym biurku, stoją kwiaty, pokój jest przewietrzony i odkurzony. To się wydaje banalne, ale tego punktu programu się nie da ominąć. Żeby usłyszeć głos duszy trzeba zrobić na to miejsce. Zdjąć z siebie chociaż pierwszą warstwę zajmujących nas spraw, uwolnić nieco energii, która jest związana w rzeczach, sprawach, konfliktach, problemach.

No dobrze, a jak już posprzątam, to co dalej?

Podczas miesiąca trwania programu każdy dzień zaczynamy od wizualizacji, która kieruje nas do wnętrza. Czyli zanim rzucimy się w wir pracy, spotkań, zadań, kontaktujemy się ze sobą. Codziennie jest inny temat przewodni, mamy do przeczytania lekcję, są zadania do wykonania. Zadajemy sobie podstawowe pytania, typu kim jestem,  po co jestem, jaka jest moja relacja z samą sobą, itp. Używamy też systemu tak zwanych szlachetnych pytań.  Czyli takich, które nie tylko pomagają nam dojść do jakiegoś rozwiązania, ale też mają na celu wzmacnianie nas, docenianie siebie. Co mogłabym zrobić, żeby doświadczać więcej radości w życiu? Jak mogę dawać sobie jeszcze więcej miłości? Itp. Program podzielony jest na cztery tygodnie, każdym rządzi inny żywioł: tydzień powietrza – mentalny, wody – emocjonalny, ognia – duchowy, ziemi – fizyczny. To ważne o tyle, że dusza otwiera się poprzez kontakt z naturą. A więc uczymy się nawiązywać ten kontakt, poprzez aspekty natury dostępne w mieście.

Czyli?

Czujemy powietrze na skórze, widzimy jak liście tańczą na wietrze, uczymy się to zauważać. Bierzemy kąpiel, czy idziemy do sauny – tam mamy wodę. Zapalamy świece, czy kominek – ogień. Chodzimy po trawie, czy sadzimy kwiaty w donicy – ziemia. Jesteśmy częścią natury nawet w mieście. Przypominamy sobie najbardziej pierwotne, instynktowne połączenie, które mamy, mimo że jesteśmy coraz bardziej skomputeryzowani, sfejsbukowani.

Wzięłam udział w Pani programie i zauważyłam, że po tak przeżytym miesiącu przestawiłam się na nieco inny sposób funkcjonowania. Zwolniłam, zaczęłam bardziej smakować życie.

Ten program czy zadawania sobie pytań i słuchania odpowiedzi. Dzięki temu przestajemy żyć jedynie tak zwaną bieżączką, zaczynamy mieć kontakt z tym, co dla nas naprawdę ważne i zaczynamy na te właśnie rzeczy robić w życiu miejsce. Co od razu daje nam więcej radości, czujemy, że życie ma więcej sensu. Zaczynamy siebie doceniać. Tę podróż w głąb można pogłębiać podczas sesji. W soul coachingu ważna jest jeszcze jedna zasada: bądź łagodna dla siebie. Denise Lynne twierdzi, że człowiek najlepiej się uczy i rozwija poprzez radość. Tym mnie ujęła najbardziej. To w naszej kulturze rewolucyjne podejście. W Polsce panuje kult cierpienia, ciężkości, męczeństwa. A ona swoim życiem daje świadectwo temu, że można mimo traum rozwijać się poprzez zadowolenie i szczęście. Że trudne momenty da się przekuć w coś dobrego. I być łagodną dla siebie. Mówię o tym szczególnie w kontekście kobiet. Uczono nas: wymagaj od siebie, służ innym, poświęcaj się, ustępuj. Trudno sprostać takiej wizji, więc ciągle się za coś biczujemy. A tu? Chwal siebie, akceptuj, kochaj, bądź dla siebie łagodna. Doceniaj to, co zrobiłaś, odpuść sobie to, czego nie zrobiłaś.

Dziś nas uczą: bądź wielozadaniową kobietą sukcesu, dobrze ubraną, atrakcyjną i młodą. Spełniaj się zawodowo, miej dzieci i różne zainteresowania, zaspokajaj swoje seksualne potrzeby, itp.

Nie do osiągnięcia. Nigdy nie jesteś wystarczająco dobra. Właśnie dlatego to takie ważne, byśmy słuchały głosu serca. Tych wymagań jest nieskończenie wiele, nigdy dość. Skupiając się  na zewnętrznych przepisach na szczęście, można oszaleć. Dopiero w kontakcie z własną duszą  można się dowiedzieć, o co nam samym chodzi w życiu i co nas spełnia naprawdę. Ta świadomość wszystko zmienia. 

W zasadzie odpowiedziała Pani na moje kolejne pytanie, dlaczego przekazy z duszy są ważniejsze.

Również dlatego, że umysł ma naturę zachciankową. Zaspokojenie zachcianki daje satysfakcję, ale jest to satysfakcja chwilowa. Zaspokojenie pragnienia duszy to spełnienie. Jest czymś transformującym, karmiącym, głębokim. I nie chodzi o to, że zachcianka jest zła, a spełnienie dobre. To po prostu inna jakość. W soul coachingu zadajemy pytania duszy i przebijamy się przez warstwy zachcianek, programowania społecznego, rodziców, tego, że coś wypada, że tak trzeba, a czegoś nie wolno, albo wstyd. To bezcenna wiedza. Bo dopiero kiedy mamy świadomość, czego pragniemy, możemy to zrealizować. Jednak jako coach biznesowy będę też broniła umysłu. Mówię często: słuchaj pragnień serca i używaj umysłu do realizacji tego, co usłyszysz. Serce i umysł w harmonii to najlepsze połączenie.

 

Dodaj komentarz